Słowo na start i informacje ogólne z Tajlandii

Halo!

Witamy się z Wami naszym pierwszym postem z Tajlandii. Obiecałam Wam go na Instagramie już jakiś czas temu (wiem, wiem, trochę to trwało 🙄), ale uwierzcie mi, że to opóźnienie to nie kwestia lenistwa, a ciężkiej pracy! Stworzenie strony www do łatwych nie należy. Zwłaszcza kiedy tworzy ją Stary-perfekcjonista (choć pewnie zaraz powie, że mam usunąć perfekcjonistę, bo przecież „stronie jeszcze tyyyyyle brakuje”- a nie mówiłam?!).

Do rzeczy: po co ten blog i w ogóle to wszystko? Już tłumaczę. Kiedy zaczęłam pisać posta z Tajlandii okazało się, że jednak nie jest on taki krótki jak mi się z początku wydawało. A że ja też jestem trochę perfekcjonistką i chcę Wam wszystko dokłanie opowiedzieć to… tadammm! Mamy swoją stronę, bo… tak! Bo… możemy! 😁 Easy Days to nasze wspólne dziecko, moje i Starego, którego wiem, że uwielbiacie, może nawet bardziej niż mnie, ale tak się stało, że Stary ogarnia tematy techniczne, więc będzie go tu (pozornie!) trochę mniej, a ja piszę i trochę bawię się w modelkę pozując do ładnych zdjęć, więc jesteście skazani na częstsze oglądanie mnie niż jego 🤷🏻‍♀️ Ale spokojnie, spokojnie, ze Starym nadrobię w relacjach na Instagramie. Uwielbiam obnażać jego słabości, więc tutaj się nie wymiga 😎

Blog będzie połączeniem naszych pasji – choć nie do końca lubię już to słowo. Powiedzmy, że chcemy się uzewnętrznić z naszych zajawek czyli: fotografii, recenzji filmów i seriali (to działka Starego), przewodników z podróży, ocen restauracji no i oczywiście sportu. Liczę, że przekazywane tutaj treści będą dla Was przydatne. Chcemy robić to bez ściemy, pokazywać rzeczy takimi jakie naprawdę są, czasem pewnie podchodząc do tematu bardzo krytycznie (tacy już z nas fataliści), ale zawsze z humorem i na luzie.

To tyle tytułem wstępu. Jedziemy z tym koksem. Zapraszam na:

Informacje ogólne z Tajlandii:

Bilety lotnicze

Bilety kupowaliśmy około pół roku przed wyjazdem. Ja korzystam zawsze z porównywarki skyscanner. Wybrałam linie lotnicze Ukraine International Airlines, bo akurat pasowały nam daty przelotów, a i cena była kusząca. Za osobę zapłaciliśmy 1450 PLN (do 1800 PLN wg mnie można uznać za promocję) w dwie strony. Wylot z Pragi, przesiadka w Kijowie i stamtąd już prosto do Bangkoku. Samolot Kijów-Bangkok niestety mało komfortowy jak na 10h lotu, jedzenie bardzo słabe, obsługa z resztą też. Jednak za tę kasę da się przemęczyć 😉

Bagaż

Baaaardzo polecam wziąć jak najmniej ubrań i spakować się do plecaka. Na miejscu można kupić dosłownie wszystko i za grosze. Nie wyobrażam sobie jechać z walizką. Łódki na inne wyspy w zasadzie nigdy nie cumują na piasku tylko kilka metrów od brzegu, gdzie trzeba po pas wejść do wody. Stary miał ze sobą tylko bagaż podręczny. Na miejscu gdzie nie kopniesz są pralnie, z których chętnie korzystaliśmy. Cena: 4 PLN/kg

Internet

Prakczynie w każdym hotelu i w większości restauracji jest darmowe Wi-Fi. Na lotnisku lub w sieci sklepów 7/11, które również są na każdym kroku, można kupić kartę za około 50 PLN w zależności od GB. My z tej opcji finalnie nie skorzystaliśmy i internet łapaliśmy jedynie w hotelach czy knajpach. Polecam aplikację maps.me, która nie raz ratowała nas gdy zabłądziliśmy w dżungli. Jest bezpłatna i działa bez internetu.

Waluta/Bankomaty/Karta Revolut

W Tajlandii obowiązują bathy. 100 THB = ok. 12 PLN. My część euro wymienialiśmy na lotnisku, a całą resztę mieliśmy na międzynarodowej karcie Revolut, którą polecam. Można ją wyrobić drogą internetową za 10 PLN.

Należy jednak pamiętać, że za każdą wypłatę z bankomatu naliczana jest prowizja około 220 Bath dlatego nie warto wypłacać małych kwot. My pobieraliśmy pieniądze kilka razy. Ze sobą zabieraliśmy tylko część pieniędzy, która wystarczała na wydatki w ciągu dnia. Resztę zostawialiśmy w hotelowym sejfie (który we wszystkich hotelach był darmowy). Z bankomatami (ATM) nie ma raczej większego problemu, są dostępne nawet na małych wyspach.

Bezpieczeństwo

Według nas Tajlandia to mega bezpieczny kierunek. Ludzie są mili, pomocni i uśmiechnięci. Oczywiście, jeśli będziesz zachowywał się jak cham i wszczynał rozróby, to dostaniesz po mordzie, myślę, że jak wszędzie. Naczytałam się o tajskich gangach, które trzepią wyspami, ale ani razu nie mieliśmy z nimi do czynienia (choć do końca nigdy nie wiadomo 😁). My Polacy moglibyśmy uczyć się od Tajów spokoju, opanowania, luzu i szczerego uśmiechu. To zdecydowanie cechy, których tutaj mocno brakuje.

Nocleg

Ceny noclegów są bardzo przystępne. My raczej nie potrzebujemy luksusów. Jak dla mnie wystarczy schron przed małpami, klima i czysta pościel, stary ma jeszcze mniejsze oczekiwania 😁 Za dwie osoby zapłaciliśmy 2200 PLN, co daje niecałe 60 PLN/os. za 19 nocy za hotele średniej klasy. Z Mikołowa zarezerwowaliśmy pierwszy hotel w Bangkoku. Całą resztę bukowaliśmy na miejscu, z dnia na dzień, przez serwis booking.com. Poniżej wklejam listę hoteli/resortów, które wybraliśmy. Można sobie sprawdzić, że za tę cenę warunki naprawdę są super, przynajmniej w naszym odczuciu. W żadnym z hoteli nie było również problemów z przedłużeniem pobytu, jeśli naszła nas taka ochota.

Bangkok
U-need Guesthouse95,
Methavalai Residence

Ao Nang (Krabi)
Whalecome Aonang Resort

Wyspa Phi Phi
Phi Phi Indigo Hotel

Koh Samui
Adarin Beach Resort

Koh Phangan
Aquavana Haad Rin Resort

Koh Phangan
Koh Ma Beach Resort

Jedzenie

Temat rzeka, ale napiszę najkrócej jak się da: zajebiste, tanie, ostre, bezpieczne. Polecam próbować dosłownie wszystkiego. Odnajdą się tam też z powodzeniem wegetarianie/weganie. Nie polecam za to jedzenia w knajpach oraz potraw kuchni europejskiej/amerykańskiej. Moja zasada po nieprzespanej nocy z powodu jedzenia w knajpie: Jesteś w Tajlandii – żryj tajskie na street foodzie, a nic Ci się nie stanie. Przykładowo:

0,5l wody – 1 PLN

puszka Coca-coli – 2 PLN

duże piwo (700ml) – 7-12 PLN

świeży kokos – 2,5-6 PLN

pad thai z krewetkami – 6 – 10 PLN, Green curry z kurczakiem i ryżem – 7 – 12 PLN

lody tajskie – 7 – 10 PLN

chińskie pierożki wege 1-1,5 PLN (zjadłam 3 i miałam dość)

Zależy kto co lubi, jeden wyda za obiad 100 PLN, drugi 20 PLN już z deserem. W knajpach ceny też były ok, na Phi Phi jedliśmy w zasadzie w jednej sprawdzonej (polecam Cosmic!) i nie zbankrutowaliśmy. Jednak to street food sprawiał nam największą radochę.

Trasa wyjazdu/Pogoda

Jako, że nasza podróż przypadła na porę deszczową, ustaliliśmy plan A i w razie totalnej niepogody, plan B, czyli ucieczka na Zatokę Tajlandzką, gdzie podobno pora deszczowa przebiega bardzo łagodnie. Na szczęście pogoda bardzo dopisała. Padało tylko dwa razy w Bangkoku, przez godzinę, i raz na Krabi w nocy. Poza tym całe 3 tygodnie lampa lub bez słońca i chmury, ale mimo to bardzo ciepło. Udało się zrealizować plan A w całości. Pierwotnie wcisnęłam tam jeszcze jedną wyspę – Koh Lantę, ale niestety podczas wyjazu widzieliśmy, że zabraknie nam na nią czasu. Ilość dni ustalaliśmy będąc na miejscu. Np. Na Phi Phi zabukowaliśmy hotel na 2 dni, ale bardzo nam się podobało, więc zostaliśmy kolejne dwa.

Plan A

Bangkok (2dni) – Krabi (3 dni) – Railay (1 dzień) – Phi Phi (4 dni) – Koh Samui (4 dni) – Koh Phangan (4 dni) – Bangkok (2 dni)

Plan B

Bangkok – Krabi – Koh Samui – Koh Phangan – Koh Tao – Bangkok

Transport i Transfery

Po Bangkoku mieliśmy wybór lecieć albo na Krabi albo na Phuket. Zdecydowaliśmy się ominąć owiany złą sławą, mega turystyczny Phuket. Do Krabi dotarliśmy wietnamskimi liniami Vietjet Air – bardzo polecam. Bilet kupowaliśmy jakieś 3 miesiące przed wyjazdem (200 PLN/os. w dwie strony). Na wyspach poruszaliśmy się:

pieszo

wynajętym skuterem (ok. 20 PLN/doba, paliwo 2,5 PLN/litr) – ta opcja oczywiście dla osób posiadających prawo jazdy kategogii A (bez, trochę ryzyk fizyk, ale da się 😁), polecam tutaj także przed wyjazdem wyrobienie w Wydziale Komunikacji międzynarodowego prawa jazdy (35 PLN). No i trzeba pamiętać o noszeniu kasku, bo można dorobić się mandatu – potwierdzone info 😁

taxi – można śmiało korzystać, bo jest taniocha. Wystarczy przed kursem umówić się na daną kwotę lub poprosić kierowcę o włączenie „taxi meter”

tuk-tukiem, czyli trójkołową rikszą – też ok, tylko trzeba mocno negocjować ceny, no i… mocno się trzymać 😉

longboatem – łódki dowożą do pobliskich plaż – zazwyczaj cena jest już ustalona, ale zawsze można coś wyszarpać 😁 Jeśli chodzi o przemieszczanie się pomiędzy wyspami, to korzystaliśmy z lokalnych agencji turystycznych, których na ulicach jest multum – można korzystać do woli.

Kiedy lecieć i na ile?

My zdecydowaliśmy się na wyjazd na przełomie czerwca/lipca i była to najlepsza decyzja! Poza tym wyjazd miał pełnić rolę podróży poślubnej, dlatego chcieliśmy wyjechać zaraz po przyjęciu, żeby trochę odpocząć. Zdania oczywiście były podzielone. Jedni negowali ten termin z tego względu, że w tym okresie w Tajlandii panuje pora deszczowa, drudzy popierali, argumentując to mniejszym tłumem rozszalałych turystów i niższymi cenami.

Tajskie pory roku:

Pora ciepła i sucha: listopad – luty

Temperatura: ok. 30 stopni
Opady: skąpe
Szczyt sezonu w całym kraju

Pora gorąca i sucha: marzec – maj

Temperatura: ok. 40 stopni
Opady: skąpe

Pora gorąca i wilgotna (pora deszczowa): czerwiec – październik

Temperatura: ok. 30 stopni, duszno i wilgotno
Opady: częste i krótkie ulewne deszcze

Odwiedzając Tajlandię w porze deszczowej byliśmy przygotowani na wszystko. Liczyliśmy się z deszczem, wiedzieliśmy, że niebo częściej może być szare niż niebieskie, opracowaliśmy też dwie trasy wyjazdu na wypadek kompletnej katastrofy pogodowej. W rezultacie pogoda pozytywnie nas zaskoczyła. Dni słoneczne przeplatały się z pochmurnymi, które dawały nam ukojenie (szczególnie Staremu, który nienawidzi słońca, wtf?). Dużym plusem pory deszczowej jest faktycznie mniejsza ilość turystów. Niektóre plaże, o których naczytałam się, że są oblegane jak w Kołobrzegu, były totalnie puste. Bardzo nam się to podobało.

Na ile jechać?

Na jak najdłużej. My byliśmy 3 tygodnie i mam wrażenie, że jest to absolutne minimum, bo i tak chodziłam jak w szwajcarskim zegarku, mając wrażenie, że nie zdążę nic zobaczyć. Coś tam jednak widziałam, ale było kilka miejsc w naszym planie, które niestety musieliśmy odpuścić. Następnym razem pewnie pokusimy się o odkrywanie północnej części kraju, która podobno zachwyca jeszcze bardziej niż reszta.

Czy warto?

Fuck yeah – bardzo!!! Jeśli tylko masz trochę odłożonego siana (niedużo! My za osobę na 3 tygodnie wydaliśmy około 5 tysięcy, wliczając w to: loty, transfery, jedzenie, duuuuużo jedzenia, noclegi, pamiątki i… masaże 😎) JEDŹ! Czatuj na tani bilet i nie zastanawiaj się. Dasz sobie radę nawet jeśli słabo znasz angielski. My na pewno chętnie wrócimy, choć na początku kiedy mój klient (pozdro Kuba 🖐🏻) opowiadał mi o Azji, myślałam sobie „jaaaa, mhm kaj Azja, a kaj jo” 😂, ale okazało się, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko zrobić pierwszy krok.

Tyle z praktycznych wskazówek odnośnie Tajlandii. Jest to tylko ogólny zarys i powierzchowne nakreślenie tematu. W następnych postach rozwinę skrzydła i opiszę dla Was konkretne miejsca i wyspy. Na pierwszy ogień pójdzie szalony Bangkok. Zdradzę tylko, że post jest już w 99% gotowy, więc stay tuned!

K.

4 Comments

  • Kasia świetny post ! Super merytorycznie napisane mnóstwo informacji ! Chyba się skuszę w przyszłym roku

  • Bardzo dziękuję Wam za ten post. Tak jak pisałam do Ciebie w wiadomości prywatnej, że w październiku lecimy do Taj to Twój post już mi pomógł. Miałam bardzo duży dylemat jaki hotel wybrać w Bangkoku (jaka dzielnica, jaki standard, czy łazienka w pokoju czy dzielona itp) i po tym wpisie wiem, że wybierzemy hotel w którym Wy spalicie 😉 bardzo Wam dziękuję

  • Kasiu. Świetny post. Masz talent do pisania. Czyta się z przyjemnością. Już czekam na kolejne ☺

Leave a Reply